Keto-friendly, Kolacja, Low-carb, Paleo, Polska, Śniadanie

Omlet à la Shrek

Hello Sweet World!😎

Jak dobrze zauważyliście, zielone potrawy królują ostatnio na moim stole. Po części to kwestia keto eksperymentu (oficjalnie już zakończonego, o czym zaraz więcej napiszę), po części dużego zapasu ogrów, które uwięziłem w piwnicy 😜 Nawet powrót do większej ilości węglowodanów, nie zmienił mojego podejścia. Ostatnim czasy zastanawiając się nad tym, co bym zjadł na kolację, najczęściej odpowiedzią jest sałatka. Stąd o ile weekendowe zakupy na Hali Mirowskiej w części dotyczącej mięsa i jajek spokojnie wystarczają na cały tydzień, o tyle już we wtorek / środę muszę uzupełniać zapasy zieleniny w osiedlowym warzywniaku 😜 Może to kwestia letnich miesięcy i temperatury, a może po prostu obciążony treningami organizm domaga się odpowiedniej podaży mikroelementów, tak czy inaczej dzień bez sałatki, dniem straconym.

Nie zrozumcie mnie też źle, jak mam na myśli sałatkę, chodzi mi o pełnowartościowy posiłek białkowo-tłuszczowy, a nie kilka listków sałaty i plasterek pomidora. Masa warzyw, odpowiednia porcja białka (jajka, mięso albo ryba) i zdrowe tłuszcze (awokado, oliwa z oliwek czy domowe dressingi). To takich sałatek domaga się mój organizm. Czasem nawet sałatka zastępuje mi posiłek potrenigowy, wtedy do wielkiej miski trafia jeszcze komosa ryżowa (dzień dobry, samuraj wrócił na pokład!). Jeśli nie możecie się przekonać do żywienia się na sałatkach, szykujcie się na mój kolejny post, w którym podzielę się z Wami przepisami na dressingi do sałatek, które całkowicie zmienią Wasze podejście do sałatkowej gry 😜

Ale wróćmy do keto eksperymentu.

Ogólne wrażenia są bardzo pozytywne. Brak napadów głodu oraz większe skupienie, należą do największych zalet diety ketogennej. Powód dla którego eksperyment się zakończył po 5 tygodniach? Znaczny spadek wyników na treningach siłowych, i to pomimo zachowania dodatniego bilansu energetycznego. O ile bowiem podczas WODów braku sił raczej nie odczuwałem, to już podczas sesji siłowych, sił brakowało. Razem ze zmniejszeniem sił, w dół zjechała motywacja i pojawiło się takie ogólne przemęczenie. Stopniowo wjechały więc węgle złożone z ryżu, ziemniaków i komosy ryżowej (samuraj), a siła i, przede wszystkim, zapał do ciężarów wrócił.

Podsumowując, keto zdecydowanie polecam, ale nie dla crossfiterów. Tak jak cały czas powtarzam, paleo jest schematem żywienia, który świetnie sprawdza się jako punkt wyjścia do czyszczenia „diety” i organizmu, ale docelowo należy szukać sposobu odżywiania, który nie tylko będzie nam odpowiadał produktowo, ale wkomponuje się w rodzaj naszej aktywności fizycznej. Jeśli trzymamy się zasady jedzenia prawdziwej, jak najmniej przetworzonej żywności, reszta to tylko drobne modyfikacje, które mogą pozwolić nam zoptymalizować wydajność organizmu. Ale zanim zaczniemy zastanawiać się nad modyfikacjami, jedzmy prawdziwe jedzenie. Just eat real food – czyli tak zwany JERF.

Wiem jedno. Pozytywne doświadczenia z diety ketogennicznej na pewno wykorzystam. Nie ma nic prostszego niż podążanie protokołem „low-carb high-fat” podczas wyjazdów. Zdecydowanie prościej jest zamawiać w restauracjach zdrowe dania oparte na tłuszczach, białku i warzywach. A skoro poziom aktywności fizycznej podczas wyjazdów zmienia się w kierunku długich spacerów, kosztem treningów o wysokiej intensywności, myśle, że i podaż węgli może spaść w dół.

W dni treningowe węgle natomiast pojawią się u mnie w zdecydowanie większej ilości – okołotreningowo (carb-targeting) i wieczorem (carb-backloading). Brzmi znajomo? Tak, to powrót do mojego paleo z czasów przed keto-eksperymentem 😉

Chcecie, żebym podzielił się z Wami jakimiś jeszcze obserwacjami? Dajcie znać w komentarzach.

A teraz czas na śniadaniowy, zielony, majstersztyk 😉

Zielony omlet z pikantną niespodzianką

Sekretem udanego posiłku, jest odpowiednie skomponowanie smaków. Dla mnie bardzo często wyraża się to w połączeniu delikatności z odrobiną ostrości. Sami sprawdźcie jak szpinak nie pozwala się zdominować pikantnemu chorizo i otrzymujemy cudowną harmonię. Omlet nie jest ani pikantny ani zbyt delikatny. Jest idealny 😜

Składniki:

  • 65g pikantnego chorizo (pokrojonego w kostkę)
  • 1/2 czerwonej cebuli (posiekanej w kostkę)
  • ząbek czosnku (przeciśnięty przez praskę)
  • 100g świeżego szpinaku
  • 4 jajka
  • sól i pieprz dla smaku

Wykonanie:

  1. Na patelni, na średnim ogniu, podsmażamy chorizo.
  2. Gdy tłuszcz z chorizo odrobinę się wytopi, dodajemy cebulkę, która powinna się zeszklić po ok. 5 minutach.
  3. W międzyczasie, za pomocą blendera, dokładnie miksujemy jajka ze szpinakiem, do uzyskania jednolitej, zielonej konsystencji.
  4. Do zeszklonej cebulki dodajemy czosnek i smażymy jeszcze przez 30 sekund, cały czas mieszając.
  5. Do zielonych jajek dodajemy przesmażone chorizo, cebulkę i czosnek. Dokładnie mieszamy, po czym przelewamy z powrotem na patelnię.
  6. Patelnię przykrywamy i smażymy, na małym ogniu, przez ok. 10 minut.
  7. Nasz shrekowy omlet obracamy z wykorzystaniem talerza i smażymy pod przykryciem jeszcze przez dodatkowe 5 minut.
  8. Gotowe.

BOOM!💪🏼

Zielony omlet smakuje świetnie zaraz po przyrządzeniu, ale sprawdzi się tez doskonale jako lunch do pudełka. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię omlety na zimno 🙂 Do tego dużo zieleninki i może nawet nabierzemy ogrzej siły 😜

Smacznego!

Paleoszef.

Ps. jeden omlet, to oczywiście jedna duża porcja 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s