Azjatycka, Dodatki, Keto-friendly, Low-carb, Paleo, Paleo niezbędnik

Domowa pasta curry

Hello Sweet World!😎

Jako, że przez ostatni tydzień żyłem głównie, moimi pierwszymi w życiu, zawodami crossfitowymi – trochę o tych zawodach w social media pisałem 😜 Należą się Wam więc wyjaśnienia, a przynajmniej krótki opis tego co się zdarzyło.

Wiem, że to blog głównie o paleo odżywianiu, a dopiero w dalszej kolejności o moich crossfitowych przygodach. Tak więc nie martwcie się, przepis dzisiaj też będzie 😜 Dla zaintersowanych wyłącznie przepisem, sugeruję przewinięcie do gwiazdek w połowie posta 😉


Drużynowe zawody klubowe NoLimit Crossfit. Miejsce: NoLimit Crossfit Ursus. Czas: 09.09.2017 r.

Dwuosobowe zespoły, 4 WODziki i możliwość sprawdzenia się na tle najlepszych par z naszego klubu. Wynik – odzwierciedlający aktualną formę. Szczęśliwe 13 miejsce, które będzie stanowić dla mnie olbrzymią motywację do dalszej pracy.


Zawody pokazały, że trochę ponad 6 miesięcy ćwiczenia CF to naprawdę krótki czas. To co na pojedynczym treningu człowiek nadrabia siłą, na zawodach już się nie sprawdza. Podczas zawodów, ilość kolejnych treningów i ich intensywność, powodują, że braki techniki zostają mocno obnażone. Także wynik rzeczywiście odzwierciedla moje aktualne możliwości. Ale może – skoro najbardziej intrygująca część opowieści została już rozwiązana – wróćmy do początku…

Partnera na zawody udało mi się znaleźć dopiero na kilka dni przed zawodami. Widać nikt nie chciał ze mną ćwiczyć 😜 Piotrek spisał się naprawdę super, trochę jednak wspólnej znajomości i doświadczenia treningowego zabrakło. Rozkład poszczególnych treningów, tempo zmian itd. powinny być lepiej dograne, ale trudno oczekiwać perfekcyjnej synchronizacji przy kilkuminutowej znajomości… To kolejny powód, dla którego z wyników jestem zadowolony.

Co do samych WODzików – nacisk postawiono głównie na wytrzymałość…


Pierwszy – poszedł nam naprawdę dobrze. Fajnie rozegraliśmy taktycznie bieg z kettle’ami i na pull-ups’y wszedłem świeższy. Wynik był naprawdę w porządku, plasowaliśmy się w lepszej połówce stawki 😉


Z drugiego – również jestem bardzo zadowolony. Nie dość, że zaczęły mi wychodzić T2B, to jeszcze nasza pozycja nie uległa zmianie. W dalszym ciągu byliśmy lepsi od połowy drużyn. Był to powód do dumy.




Trzeci – pogrzebał nasze szanse na dobry wynik. Trening był tak skonstruowany, że każdy kolejny element (DU, BJ, Wall-Ball’e oraz Burpees) był wyżej punktowany. Za jeden DU dostawało się 1 punkt, podczas gdy za jedno burpee aż 4 punkty. Warto się było spieszyć. Coś jednak nie zagrało, a i zmęczenie dało o sobie znak. Koniec, końców zrobiliśmy tylko 7 burpees i spadliśmy na dno 😉 Każde powtórzenie ponad nasz wynik miało czterokrotnie większe znaczenie i tego nie udało się już odrobić.

Czwarty – siłowo-wytrzymałościowy. Okazał się dla mnie lekcją pokory. To co normalnie wychodzi na treningu, podczas 4 WODzika z rzędu nie wyglądało tak dobrze. Squat clean’y. Spróbowałem zawalczyć i nadrobić straty ciężarem, gdyż w punktacji liczył się tonaż – liczba powtórzeń pomnożona przez ciężar. Większość drużyn nie przekraczała 40kg, a 50kg nie wydawało się aż takim wyzwaniem nawet przy kilku próbach przed treningiem. Była więc okazja, żeby jednak w końcówce powalczyć o odrobinę lepszą pozycję. Niestety – dwa no-repy, kilka powtórzeń będących w istocie power clean’em i przysiadem – mój wynik 12 powtórzeń nie pozwolił nam odrobić strat.

Moje wrażenia z zawodów? Absolutnie fantastyczne. Rewelacyjna atmosfera i zacięta rywalizacja powodują, że człowiek jest w stanie wykrzesać z siebie więcej niż na zwykłym treningu. Mam nadzieję, że kolejna edycja odbędzie się już niedługo i będę do niej dużo lepiej przygotowanym. Tymczasem skupiam się na moich ukochanych ciężarach i znienawidzonym conditioningu.

Będzie dobrze, będzie progress…

***

Dwa tygodnie odkryłem Amerykę, a konkretniej pawilon numer 17 na Hali Mirowskiej, gdzie można nabyć najróżniejsze orientalne składniki oraz pogadać o czarnych perspektywach Arsenalu 😉 Bogactwo składników natchnęło mnie do porwania się na coś, co w teorii jest proste jak drut, a jednak mało kto decyduje się na takie przedsięwzięcie samodzielnie, korzystając z gotowych rozwiązań. Korzeń kurkumy, liście kafiru, galgant, trawa cytrynowa… Chyba wiecie już w którym kierunku zmierzam?

Domowa pasta curry


Składniki:

  • łyżka nasion kolendry
  • 2 łyżeczki ziarenek kuminu
  • łyżeczka ziarenek kolorowego pieprzu
  • 3 szalotki (ok. 120g)
  • główka czosnku (ok. 50g)
  • kawałek świeżego imbiru (ok. 40g)
  • kawałek świeżego galgantu (ok. 40g)
  • mały kawałek korzenia kurkumy (ok. 20g)
  • skórka z jednej limonki
  • sok z jednej limonki
  • 2 łodygi trawy cytrynowej (ok. 20g)
  • 15 suszonych papryczek chilli
  • 2 łyżki aminokwasów kokosowych (tamari lub sosu sojowego)
  • łyżeczka cynamonu
  • łyżeczka soli
  • pęczek natki kolendry

Wykonanie:

  1. Na suchej, rozgrzanej patelni prażymy nasiona kolendry, kumin i pieprz przez ok. minutę. Zdejmujemy z ognia i zostawiamy do ostygnięcia.
  2. Szalotki kroimy na mniejsze kawałki. Ząbki czosnku rozgniatamy i obieramy. Imbir, galgant i kurkumę obieramy i kroimy na mniejsze kawałki. Wszystko dodajemy do kielicha blendera.
  3. Ścieramy skórkę z limonki, a następnie wyciskamy z niej sok. Skórkę i sok dodajemy do kielicha blendera.
  4. Trawę cytrynową obieramy ze stwardniałych wartstw, a następnie kroimy na mniejsze kawałki. Dodajemy do kielicha blendera.
  5. Chilli pozbawiamy gniazd nasiennych i kroimy w małe paseczki. Dodajemy do kielicha blendera.
  6. Natkę kolendry delikatnie siekamy, a następnie przekładamy do kielicha blendera.
  7. Zawartość blendera dokładnie blendujemy – konsystencja nie musi być jednak idealnie gładka. Prawdziwą pastę curry trzeba rozetrzeć w moździerzu – zobacz PROTIPs poniżej 😉
  8. W dużym moździerzu rozcieramy uprzednio uprażone nasiona kolendry, kumin i kolorowy pieprz. Dodajemy zblendowaną  masę, aminokwasy kokosowe, cynamon oraz sól. Dokładnie rozcieramy.
  9. Gotowe!

BOOM!💪🏼


PROTIP#1 – z podanej ilości składników wyszedł mi jeden duży słoik domowej pasty curry.

PROTIP#2 – jeśli nie dodajecie pasty curry do wszystkiego co jecie (😜) albo nie macie dużej rodziny 500+ (😜), możecie nie zdążyć wykorzystać całego słoika curry zanim pasta zacznie się psuć. Fajnym pomysłem jest w takiej sytuacji zamrożenie nadmiaru pasty curry w pojemniczku na kostki lodu, a następnie przełożenie zmrożonych kostek curry do torebki na żywność. W ten sposób przez co najmniej kilka miesięcy będzie mieli w zamrażarce zaproszenie na tajski obiad 😂 Kto nie ma czasem ochoty na dobre tajskie… Warto mieć więc szybki dostęp do prawdziwej pasty curry…

PROTIP#3 – teoretycznie pastę curry należałoby wykonać w całości w moździerzu, ale uczciwie przyznam się Wam, że jestem na to za leniwy. Galgant, kurkuma i imbir nie należą do najmiększych składników, więc trzeba byłoby się mocno namęczyć, żeby przygotować pastę. Osobiście wolę zachować swoje siły na następne zawody 😜 Niemniej moździerz jest konieczny, w przeciwnym razie nie uda nam się uwolnić pełni aromatów ukrytych w prażonych nasionach kolendry, kuminie czy ziarenkach kolorowego pieprzu (a w paście najprawdopodobniej natrafilibyśmy co jakiś czas na kawałki ziarenek kolendry). Jeśli Wasz moździerz nie jest odpowiednio duży, możecie ograniczyć się wyłącznie do roztarcia kolendry, kuminu oraz pieprzu. Roztarte przyprawy dodajemy do blendera wraz z wszystkimi pozostałymi składnikami i dokładnie blendujemy.

PROTIP#4 – do przygotowania pasty curry sugeruję założyć rękawiczki kuchenne. Po pierwsze będziemy mieć do czynienia z papryczkami chilli – nie chcemy przypadkowo obetrzeć sobie oka czy innej części ciała. To pali… Po drugie, korzeń kurkumy ma to do siebie, że bardzo farbuje na pomarańczowo – łatwiej wyrzucić parę rękawiczek niż doszorować dłonie.


Z domową pastą curry, kuchnia tajska stoi przed nami otworem. Niby można kupić naprawdę porządne składem pasty, ale zrobienie własnej daje dużo więcej satysfakcji 😉

Zgodzicie się ze mną?😜

Paleoszef.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s