Deser, Paleo

Paleo brownie (a nawet dwa)

Hello Sweet World!😎

Mamy weekend i miałem podzielić się z Wami samymi pozytywnymi wrażeniami związanymi z progresem w treningach (nowy PR w squat clean), wiosną, zachwytem zakupem iPada oraz podcastem Fatburning Man, ale po prostu nie mogę. Byliśmy wczoraj w kinie na filmie Amok i nie mam sumienia by nie spróbować choć jednej osobie oszczędzić zmarnowania dwóch godzin życia.

W teorii zapowiadało się naprawdę ciekawie – film oparty na historii Krystiana Bala, skazanego na 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo wrocławskiego biznesmena. Zabójstwo? Co w tym fascynującego zapytacie. Otóż Krystian Bala, trzy lata po śmierci mężczyzny, publikuje książkę Amok, w której opisano m.in. morderstwo dokonane przez głównego bohatera, przypominające okoliczności śmierci wroclawskiego biznesmena. W 2007 roku Krystian Bala zostaje skazany za zabójstwo, ale brak jest jakichkolwiek bezpośrednich dowodów wskazujących na jego winę. W ocenie sądów dowody poszlakowe i dowody pośrednie wskazywały na winę Krystiana Bala.

Zabił? Nie zabił? Pisząc książkę rzeczywiście opisywał swoją zbrodnię? Chciał by go złapano czy zależało mu wyłącznie na zapewnieniu książce niesamowitej promocji? Fascynujące!

Stąd też bez zastanowienia poszliśmy na film. Oj, dawno już czegoś takiego nie przeżyłem – film to totalny gniot, a jednak świadomość nawiązań do prawdziwej historii trzymała mnie w fotelu do końca seansu. Z każdą kolejną sceną moje przekonanie o fatalności tego filmu narastało, a mimo to zastanawiałem co będzie dalej. Tak czy inaczej w Amoku nic się nie broni – tragiczny montaż i zdjęcia, mierny scenariusz lub przynajmniej brak jakiegokolwiek pomysłu na opowiedzenie historii Krystiana Bala, muzyka, która tylko irytuje. Jeśli zastanawialiście się nad wyjściem do kina, Amok zdecydowanie odradzam.

Po spełnieniu misji oszczędzenia czasu choć jednej niewinnej duszy, lets get to business. Paleo business, of course.

Nie wiem jak Wy, ale ja nigdy wielkim fanem brownie nie byłem. W czasach swawolnego jedzenia zawsze preferowałem serniki czy szarlotki, nie mogąc zrozumieć uwielbienia jakim inni darzą czekoladowe ciasto. Ale te czasy minęły, można wręcz powiedzieć bezpowrotnie 😜 Nie dość, że czysta micha mocno zredukowała udział słodkości w moim jadłospisie, to jeszcze moje kubki smakowe dojrzały. Szpinak, wątróbka, ryby czy owoce morza. Nie wiem jak mogłem nie doceniać tych produktów. Podobnie rzecz się ma z brownie – myślę, że do smaku prawdziwego, mocno czekoladowego brownie również trzeba dojrzeć. Jeśli lubisz czekoladę (czytaj prawdziwą gorzką czekoladę, a nie cukrowe potworki jakie najczęściej goszczą na sklepowych półkach), paleo brownie na pewno przypadnie Ci do gustu. I odwrotnie, jeśli zasmakuje Ci paleo brownie, przekonasz się (pewnie stopniowo) do smaku prawdziwej, gorzkiej czekolady. Warto!

Jako, że udzielił mi się wiosenny nastrój, nie mogę się zdecydować który z moich ulubionych przepisów na paleo brownie zamieścić na blogu.

A co mi tam, najwyżej skończą mi się inspiracje. Poniżej znajdziecie dwa przepisy.

Pierwszy to prawdziwa paleo rozpusta, serdecznie polecam na wyjątkowe okazje. Drugi to ciasto bardziej fit – bez problemu da się wpleść jeden kawałek w dzienną dawkę kalorii. Oba natomiast są oczywiście bez glutenu, zbóż, nabiału i cukru.

Moi drodzy, przed Wami paleo brownie.

Paleo brownie – wersja rozpustna

Przepis na brownie poznałem podczas warsztatów kulinarnych „warsztaty z Cook it Lean – dieta paleo” w Katowicach, organizowanych w Pracowni Smaku. Ciasto choć paleo, dietetyczne na pewno nie jest. Kaloryczne, tłuste i słodkie – idealne na specjalne okazje 😉 Z podanych poniżej składników wyjdzie jedno naprawdę duże ciasto, także warto podzielić się nim w pracy lub ze znajomymi (chociażby dla dobra sylwetki – lato zbliża się wielkimi krokami) 😉

Składniki:

  • 400g czekolady gorzkiej 99%
  • 400g masła (od krówek karmionych trawą)
  • 120g miodu (uwaga – dla amatorów słodszych ciast – można zwiększyć ilość miodu do 160-180g)
  • 8 jajek
  • 100g mąki kokosowej
  • szczypta soli
  • maliny

Wykonanie:

  1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza.
  2. Masło i czekoladę (połamaną w drobne kawałki) rozpuszczamy w małym rondelku.
  3. Dodajemy miodu i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
  4. Zdejmujemy z ognia, żeby masa czekoladowa mogła lekko ostygnąć.
  5. Do dwóch misek rozdzielamy żółtka od białek.
  6. Białka ubijamy na sztywną pianę z odrobiną soli. (PRO TIP ubijanie zajmie dużo krócej, jeśli jajka będą w temperaturze pokojowej).
  7. Żółtka roztrzepujemy i dodajemy do czekoladowej masy.
  8. Następnie, cały czas mieszając, do naszej czekoladowej masy dodajemy mąkę kokosową. Mieszamy do całkowitego połączenia składników.
  9. Teraz czas na ubite białka. Dodajemy je bardzo delikatnie i mieszamy do połączenia składników.
  10. Formę (u mnie prostokątna 35x25cm) natłuszczamy – olej kokosowy lub masło klarowane sprawdzą się idealnie. Do formy przelewamy czekoladową masę. Polecam kilka razy lekko uderzyć formą o blat, tak, żeby ciasto ułożyło się równomiernie.
  11. Czas na owoce. Według mnie do brownie najlepiej pasują kwaskowate owoce leśne – maliny sprawdzą się idealnie. Układamy maliny po całej powierzchni ciasta.
  12. Pieczemy ok. 25 minut.
  13. Wyciągamy z piekarnika i pozostawiamy do ostygnięcia.

BOOM! 💪🏻

Brownie z malinami
PRO TIP #1 – dwie wariacje powyższego przepisu:

  1. Rezygnujemy z owoców na rzecz nutki mięty. Jak? Na samym końcu mieszania masy czekoladowej dodajemy łyżeczkę ekstraktu miętowego lub drobno posiekany pęczek świeżej mięty.
  2. Nie boisz się fuzji smaków? Spróbuj połączenia czekolady, chili i soli morskiej. Ponownie rezygnujemy z owoców, a do masy czekoladowej dodajemy pół łyżeczki chili oraz pół łyżeczki grubo zmielonej soli morskiej.

BOOM!💪🏻

PRO TIP #2 kontrola wielkości porcji jest często kluczem do sukcesu w walce o smukłą sylwetkę. Zamiast robić jedno wielkie ciasto, zmniejsz liczbę składników (dzieląc wszystko przez 8) i zrób dwa brownie-muffiny. Idealnie sprawdzą się jako zdrowsza przekąska w podróży.

brownie-muffin
Dyniowe paleo brownie

Jestem fanem dyni, naprawdę. Sprawdza się znakomicie w bezzbożowych potrawach. Jest niskokaloryczna, ale bogata w składniki odżywcze. W sezonie zawsze przygotowuję duży zapas puree z dyni, które, poporcjowane, spokojnie czeka w zamrażarce na przypływ kulinarnych inspiracji. Stąd mnóstwo dyniowych eksperymentów. Donuty, ciasta, chleb. You name it, I tried it 😜 Stąd i próba dyniowego brownie. Próba zdecydowanie udana.

Składniki:

  • 250g śmietanki kokosowej (lub gęstej masy z mleczka kokosowego w puszce – warto włożyć puszkę na 24h do lodówki)
  • 3 jajka
  • pół szklanki ksylitol/erytrolu/stevii (amatorzy słodszych deserów mogą spróbować 3/4 szklanki)
  • 180g puree z dyni
  • 30g gorzkiego kakao
  • 75g gorzkiej czekolady 99%
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • wiórki kokosowe (do dekoracji)

Wykonanie:

  1. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza.
  2. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej.
  3. Wszystkie składniki wkładamy do blendera i blendujemy do uzyskania jednolitej konsystencji.
  4. Przelewamy masę do uprzednio natłuszczonej formy do pieczenia (u mnie 20x20cm).
  5. Pieczemy ok. 30 minut lub dłużej, do pozytywnego wyniku testu wykałaczki (jeśli włożona w ciasto wykałaczka wyjdzie sucha, ciasto jest gotowe).
  6. Wyciągamy z piekarnika i pozostawiamy do wystygnięcia.
  7. Dekorujemy wiórkami kokosowymi.

BOOM!💪🏻

PRO TIP – jeśli ciasto nie jest odpowiednio słodkie (warto spróbować masy przed pieczeniem 😜), można ciasto udekorować (zamiast wiórków) cukrem pudrem z ksylitolu/erytrolu. Łyżkę słodzika mielimy w młynku do kawy i opruszamy naszym cukrem pudrem ciasto.

dyniowe brownie
Dyniowe brownie poleca się do kawki.

brownie + kawka
Który przepis wybieracie na niedzielne gotowanie? 😉

Mam nadzieję, że smakowało.

Dajcie znać co do preferencji w zakresie słodkości. Ja zdecydowanie preferuję mniej słodkie ciasta, ale przepisy na blogu są dla Was. Także czekam na info czy przygotowywać od razu wersje mocno słodkie 😁

Trzymajcie się ciepło!

Paleoszef.

3 myśli w temacie “Paleo brownie (a nawet dwa)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s